Posty

Wyświetlanie postów z 2017

Chwilka przerwy o 11:30 w archiwum??

Tak, tak takiego smsa dzisiaj dostałam w pracy od mojego jeszcze męża. Oczywiście nie był kierowany do mnie, tylko do niej- Agnieszki. To imię będę nienawidziła do końca życia. I wszystko wróciło. Chociaż i tak nie miałam już nadziei, na nic nie liczyłam. Pojawił się ból brzucha, łzy, których nie można powstrzymać. A to wszystko w pracy. Oczywiście nie powstrzymałam swoich nerwów i na nowo rozgorzała dyskusja w smsach. Do niej też napisałam czy się dobrze bawi z moim mężem i czy sobie nie wygniotła ubrań. Ukojenie daje tylko Anielunia. I dobrze się złożyło, że to ja miałam ją odebrać ze żłobka dzisiaj. Później jechałyśmy na szczepienie autobusem prawie przez całe miasto. Zrobiło się już ciepło i droga była męcząca. I tu dostrzegam ponownie to co zrobił nam mój mąż. Zastanawiam się często czemu to mnie spotkało, nas tak naprawdę. Po co to całe cierpienie. Jesteś z kimś 12 lat, wydaje Ci się, że kogoś znasz, a potem spotyka Cię coś takiego...

Pożegnanie

Wczoraj minęły dwa miesiące odkąd mój mąż nie mieszka z nami. Wczoraj też podjęłam decyzję, żeby ograniczyć z nim kontakty do minimum, do informowania go o istotnych sprawach odnośnie Anielki. Wcześniej pisałam mu jeszcze co nowego zrobiła nasza córka, jakich słów się nauczyła, wysyłałam mmsy. Wysłałam mu maila takiego pożegnalnego. Mam nadzieję, że wytrwam w swojej decyzji, Tak będzie lepiej dla nas wszystkich. Cześć Mirku, piszę maila bo nie chcę żebyśmy dyskutowali pisząc smsy. Teraz to nie jest celowe działanie z mojej strony. Czuję, że tak będzie lepiej. Ja wiem jak to wygląda z Twojej strony i na nic nie liczę. Dlatego nie myśl, że tym co robię chcę na Ciebie wpłynąć czy coś takiego. Każde z nas musi zająć się swoim życiem. W końcu uda się przenieść Anielkę do żłobka na Wileńską i wtedy ja ją będę zaprowadzać i odbierać. Nie wyobrażam sobie, że wtedy będę Ci pisać każdego dnia co u niej. Musisz nauczyć się żyć od spotkania do spotkania. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz. Dzisiaj

Wizyta teściów

W niedzielę odwiedzili nas teściowie. Bardzo to wszystko przeżywają. Do tej pory, gdy dzwoniła do mnie teściowa to za każdym razem płakała...Teść ostatnio powiedział, że nie wie ja oni mają spojrzeć w oczy mojej rodzinie..A będą się spotykać, chociażby na urodzinach Anielki. Zdaję sobie sprawę, że to nie ich wina. Wstydzą się tego co zrobił mój mąż. A ja zaczęłam żałować, że mówiłam im o wszystkim. Na początku, gdy dowiedziałam się o wszystkim to chciałam im powiedzieć bo nie chciałam cierpieć tylko ja.  Teraz, gdy tak to przeżywają to żałuję, że im mówiłam o wszystkim. Postanowili, że babci będzie musiał mój mąż powiedzieć sam. Sama nie wiem jak ja to powiem swojej babci i rodzinie. Każdy uważał go za dobrego, poukładanego chłopaka. Najgorsze jest to, że tutaj, gdzie mieszkam mogę liczyć tylko na znajomych. Nie ma tutaj nikogo z rodziny, kto mógłby mi pomóc. Gdy myślę o przyszłości to zastanawia mnie jak te nasze relacje będą wyglądać. Chcę, żeby mieli kontakt z Anielką i ona z nimi.

Kryzys

Siedzę po ciemku, Anielka śpi. Wokół cisza, tylko ten deszcz słychać. Wczoraj mnie mój mąż rozczulił i znowu płakałam. Niby taka drobna rzecz, ale właśnie takiego go kocham. Wysłał mi zdjęcie spodenek, które kupił naszej córce. Częste nasze spotkania mi nie służą. W poniedziałek Anielka wymiotowała więc zostałam z nią w domu. Po południu przyjechał Mirek. Leżeliśmy na łóżku w sypialni, rozmawialiśmy, gdzieś między nami nasza córka. Tylko my już nie razem. Wiem, że po tym wszystkim ciężko byłoby do siebie wrócić. Tak wiele stało się między nami. A ja jednak chciałabym zaryzykować, spróbować. Lepiej żałować nieudanej próby, niż tego, że się nie spróbowało. Nigdy nikogo tak nie kochałam. To chyba jest prawdziwa miłość. Wiem, że powinnam na niego patrzeć teraz rozumem, a nie sercem, ale czasami nie potrafię. Gdy przychodzi kryzys. Chciałabym zacząć wszystko od nowa. Gdzieś w innym mieście, z dala od tego wszystkiego. Odkryć się na nowo. Czy jest to możliwe? Podejrzewam, że pewnie i tak to

Krok 1 Wizyta u adwokata

Wczoraj (Walentynki) minął dokładnie miesiąc odkąd się rozstaliśmy. Nie świętowałam, chociaż nigdy jakoś szczególnie nie obchodziliśmy tego dnia. W końcu zebrałam wszystkie dokumenty i zaniosłam je do adwokata. Dzisiaj dostałam gotowy pozew, a za jakieś 4-5 miesięcy pierwsza (i mam nadzieję) ostatnia rozprawa. Nie chcę tego, ale mój mąż nie pozostawia mi wyboru. Nie wystąpił sam o rozwód, nie wyprowadził się z własnej inicjatywy, ale cały czas prowadził podwójne życie. Nie zakończył relacji z nią. To było już moje drugie spotkanie z adwokatem. W trakcie pierwszej wizyty ustaliłyśmy wszystko: wysokość alimentów, roczny plan opieki nad Anielką, świadków. Miałam tylko przygotować niezbędne dokumenty, a trochę mi z tym zeszło. Co jest potrzebne? Skrócony odpis aktu małżeństwa, skrócony odpis aktu urodzenia dziecka, zaświadczenie o dochodach lub PIT, karta leczenia dziecka (dla udowodnienia kosztów związanych z leczeniem dziecka), zestawienie kosztów życia i potwierdzenia. To ostatnie było

Huśtawka nastrojów

Ta ciągła huśtawka nastrojów. Jednego dnia wydaje mi się, że Go ciągle kocham, że nie potrafię bez niego żyć. Przypominam sobie chwile spędzone razem i tęsknię za Nim. Ale pojawia się też nienawiść i złość za to wszystko co mi, nam zrobił. Z tyloma rzeczami muszę sobie teraz radzić sama, chociażby z głupią wymianą filtra w ekspresie do kawy. I, gdy Ci się nie udaje masz jeszcze więcej nienawiści w sobie w stosunku do niego. Zostałam sama z dzieckiem, które nie śpi w nocy. Potrafi popłakiwać przez dwie godziny, rzucać się na łóżku. Może jest to spowodowane tą sytuacją...Gdy po takiej nocy idziesz niewyspana do pracy jeszcze większa ogarnia Cię wściekłość. W piątek dowiedziałam się o nowych kłamstwach. Drugiego dnia po powrocie do pracy z  rocznego urlopu macierzyńskiego musiałam wziąć opiekę bo Anielka była chora. Mój mąż miał jechać w delegację i bronił się, że nie może z nią zostać. Jak się okazało ten dzień spędził ze swoją kochanką. I jak tu nie być wściekłym? Jest jeszcze jedno ucz

Dlaczego?

Chyba nigdy nie zrozumiem dlaczego tak się stało. Dlaczego to ja znowu muszę cierpieć. Tyle już przeszłam. Kiedy myślałam, że wszystko zaczyna się już układać, że mam już tak wiele: córkę, męża, dom, pracę, straciłam go. Co ja takiego zrobiłam? Gdzie popełniłam błąd? Co przeoczyłam? Nigdy nie zrozumiem dlaczego mój mąż nie dał mi drugiej szansy, nie wybrał rodziny, że tak mnie przekreślił. Dla niego i mojej córki byłam w stanie zrobić wszystko. Wybaczyłam mu zdradę, ale nie zapomniałam. Myślałam, że będę w stanie z tym żyć. A on cały czas mnie oszukiwał i wybierał tę drugą.

Brakuje mi Go

Nigdy nie sądziłam, że mnie to spotka. Nie po 12 latach bycia razem. Nie po 5 latach małżeństwa. Nie, gdy mamy 19 miesięczną córkę. A jednak...Gdy pogodziłam się w końcu ze stratą taty, który zmarł, tracę męża. Tak bardzo mi Go brakuje. W codziennym życiu. W tym, że wstawał wcześnie rano i robił mi kanapki do pracy. Szykował mleko naszej maleńkiej córeczce, a ja mogłam spokojnie zrobić makijaż.  W nocy wciskałam Mu swoje stopy bo moje były zawsze zimne. Zasypiałam na jego ramieniu w poczuciu, że jestem bezpieczna. Brakuje mi jego ciepła. Brakuje mi jego zabaw z naszą córką. Rozmów "co u Ciebie, jak w pracy". Zakupów, które robił. Brakuje mi tego, że zawsze sprzątał po kąpieli córki, a teraz muszę to robić sama. Brakuje mi tego, że był. Brakuje mi tego wspólnego dzielenia obowiązków. Teraz już Cię nie ma. 14 stycznia 2017 roku wszystko się skończyło. Co się stało? O tym kiedy indziej.